piątek, 5 kwietnia 2013

Arato - New Tatting Bijou

Moje frywolitki całkowicie zmieniły swoje oblicze. Zykały swoją nazwę - unikalną jak one same. Połyskują teraz od kamieni ozdobnych: ametystów, jadeitów, błyszczących kryształów, turkusów...

Panie i Panowie! Przedstawiam Państwu:
A co najlepsze, teraz możesz mieć je tylko dla siebie.








środa, 6 lutego 2013

Minimalistyczne kwiatuszki

Małe kolczyki sztyfty wykonane techniką koronki frywolitkowej z intensywnie różowego kordonka o lekkim połysku. W środku koralik w kolorze głębokiej zieleni morskiej. Średnica kwiatka to 1,5 cm.




Orientalnie

Kolczyki wykonane techniką koronki frywolitkowej z lekko połyskującego kordonka w kolorze morskim. W misterny, ażurowy wzór układający się w kształt rombu wplecione zostało 6 koralików dopasowanych kolorem do koronki. Całość podwieszona na posrebrzanym biglu. Długość kolczyka (bez bigla) 7cm.




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Korek dla Stasia


Tym razem nie robótkowo...


Staś jest uroczym synkiem naszych dobrych przyjaciół. I tak jak głosi plakat jest niezwykły - urodził się bez rączek. Żeby pomóc mu żyć normalnie wszyscy włączamy się w pomoc dla niego. Jak można pomóc? Bardzo prosto. Po pierwsze: można przekazać 1% podatku na jego leczenie i nowoczesne protezy. Szczegóły na plakacie powyżej. Można też zbierać plastikowe korki od butelek o czym głosi plakat poniżej. A to również jest ekologiczne. Zapraszamy do włączenia się w obie akcje. 

To niewiele, ale wspólnie możemy pomóc Stasiowi i jego dzielnym rodzicom.  


Zapraszamy także na stronę internetową: http://www.korekdlastasia.pl/

Lubcie to i zbierajcie korki!!!

środa, 17 października 2012

Muffinka

Taki drobiazg dla Różki. Do zabawy. Na przyjęcie urodzinowe lalek. Muffinka.


Welon dla Księżniczki

W tym roku na wakacyjnej trasie odwiedziliśmy Biskupin. Żeby dojść do bramy Muzeum Archeologicznego trzeba niestety przedrzeć się przez długi szpaler kramów, z których krzyczy i kipi całe mrowie pamiątek, zabawek, naszyjników, durnostojek, plastikowych mieczy, lipnych kostiumów i innych, kolorowych przedmiotów wywołujących u każdego dziecka serię okrzyków "kup mi!", "ale fajne!", "a zobaczcie to!". Przejście z pociechą przez takie miejsce to nie lada wyzywanie. W jedną stronę uff... udało się. Kiedy jednak wracaliśmy, Róża wypatrzyła  (a podejrzewam, że wypatrzyła je już za pierwszym razem, a podczas wycieczki dokładnie wszystko przemyślała i opracowała strategię działania) zwisające z prowizorycznych daszków całe pęki ozdób na głowę w postaci obwarzanka na czoło i doczepionego z tyłu welonu. Takie niby średniowieczne cosie.

Kiedy doszliśmy w pobliże pierwszego kramu z tymi welonami, Róża dziarskim krokiem wyprzedziła nas, bez żadnych oporów podeszła do lady i zagadała sprzedawczynię:
- Dzień Dobry, czy mogłabym przymierzyć taką koronę? Ale tylko przymierzyć, bo my jej nie kupimy,
Sprzedawczyni lekko zbaraniała, otworzyła usta ze zdumienia, ale po chwili uśmiechnęła się (ludzki odruch!), spytała Różę który kolor jej się najbardziej podoba (oczywiście różowy) i bez problemów odwiązała i podała jej ową koronę do przymierzenia. Nawet wyjęła lusterko, żeby Różyczka mogła się obejrzeć. My przystanęliśmy nieopodal ciekawi jak sytuacja się rozwinie. Różka się poprzeglądała, pokręciła chwilę, po czym oddała pani welon mówiąc:
- Bardzo ładna korona, ale i tak jej nie kupimy. Dziękuję.


Moje matczyne serce z tendencją do rozpieszczania jedynaczki nieco we mnie zmiękło. Faktycznie, ładnie Róży było w tej koronie, ona lubi bawić się w królewnę, żadnego takiego welonu nie ma... a może by tak... Podeszłam przyjrzeć się obiektowi córkowych westchnień z bliska. Najpierw zobaczyłam cenę. Rozum zdecydowanie krzyknął "napewno nie!". Ale, ale, większość straganowych rzeczy da się zrobić samemu. Zaczęłam analizować konstrukcję welonu - okazała się prosta jak budowa cepa. Wałek na głowę był ze zwykłej dzianiny, kawałek wstążki do ozdoby i kwadrat z tiulu. Banał. Welonu nie kupiliśmy, a ja solennie obiecałam, że zrobię sama. No to zrobiłam:





Wałek na głowę udziergałam na drutach pończoszniczych z resztki melanżowej Camilli 6/4, wypchałam watoliną, ozdobiłam satynową fioletową wstążką i doszyłam obcięte paski firanek z kuchni (takie najtańsze z IKEI). I to cała robota. Proste, no nie?


poniedziałek, 15 października 2012

Kocyk dla Juniorka


Długo mnie tu nie było. Mały człowiek rosnący w moim brzuchu odsunął potrzebę aktualizowania bloga na plan ostatni, niknący pod opadającymi ze zmęczenia powiekami. Kilka rzeczy jednak w międzyczasie udziergałam. Frywolitki leżą nietknięte od miesięcy, igły się kurzą, natomiast szydełko trochę się napracowało. Zacznę od końca czyli od "dzieła" najważniejszego, priorytetowego - kocyka dla Nienarodzonego. 

To że kocyk musiał powstać to było pewne od początku. Kiedy Róża miała się urodzić też zrobiłam dla niej kocyk, ale wtedy - 4 lata temu - dopiero uczyłam się władać szydełkiem i to była pierwsza rzecz jaką w życiu wyszydełkowałam. W związku z tym jej kocyk był (i jest nadal) dużo prostszy, dwukolorowy.

Pomysł na ten dla synka wykrystalizował się podczas cudownych tegorocznych wakacji, jakie spędziliśmy wraz z Marcinem i Różą między innymi na Kaszubach. Wcześniej niewiele o tym regionie Polski wiedziałam - teraz przeżywam pełną fascynację. 
Zestaw tradycyjnych kaszubskich kolorów mnie zauroczył i to one stały się podstawą projektu:

Granatowy - jak morze
Niebieski - jak jeziora
Błękitny - jak niebo
Zielony - jak lasy
Żółty - jak słońce i dojrzewające zboże
Czerwony - jak krew przelana za Ojczyznę
Czarny - jak urodzajna kaszubska ziemia


Drugim moim pomysłem było zrobienie kocyka metodą pachworkową czyli zestawem kwadratowych motywów, bardzo kolorowych i tak dobranych, żeby nie było dwóch takich samych. Motyw podstawowy wybrałam z książki "Motywy szydełkowe nie tylko kwadratowe", a potem (ponieważ jestem z tych ludzi co to się szybko nudzą) przerabiałam go, modyfikowałam jak mi tylko humor i fantazja podpowiedziały. Ponad to, zamiast początkowego kółeczka z oczek łańcuszka używałam małych, plastikowych kółeczek gorseciarskich obrobionych półsłupkami. Lubię tę metodę, bo wtedy wszystkie środki motywów są na pewno takie same i bardzo ładnie się układają.

Na włóczkę wybrałam moją absolutnie ukochaną Alminę 8/4, która produkowana jest w coraz bardziej wystrzałowych kolorach, a do tego metalowe szydełko 3,00 mm. W ten sposób jakieś dwa miesiące temu zaczęły powstawać kolejne kolorowe kwadratowe motywy - każdy inny. Dni mijały, stosik na blacie rósł...




Aż przyszedł taki wieczór, kiedy okazało się, że wszystkie 42 motywy są już gotowe. Rozłożyłam je na stole i zaczął się trwający dwa dni proces przekładania, zamieniania miejscami itd... no bo chociaż każdy motyw był inny, trzeba było tę mozaikę w jakiś sensowny kompozycyjnie sposób poskładać do kupy.


A potem zszywanie... (półsłupkami. Lubię te wypukłe szwy, nadają dodatkowej przestrzenności robótce)


I prace wykończeniowe - czyli ramka z wszystkich kaszubskich kolorów (ostatni rząd ściegiem rakowym), wciąganie nitek (kupiłam rewelacyjne grube igły do haftu. Są tępe, mają duże oczka i wciąganie nimi nitek to sama przyjemność), pranie, prasowanie... i voila. Oto on:


A teraz kocyk czeka już spokojnie złożony w torbie przygotowanej do szpitala, aż będzie mógł być wyjęty i okryć nowego, małego człowieczka.